Strona główna Blog American dream. Przeżytek czy aktualne marzenie?
Poradnik ProstePesto. Jak założyć firmę za oceanem?

American dream. Przeżytek czy aktualne marzenie?

Kilkadziesiąt lat temu Stany Zjednoczone uchodziły za krainę mlekiem i miodem płynącą. USA jako bogate państwo z dolarem na wysokiej pozycji znalazło w Polsce swoich zwolenników. Ludzie zaczęli masowo wyjeżdżać za ocean, a dla szczęśliwców, którzy wygrali Zieloną Kartę, stawała się ona tą jedną, na którą wszystko stawiali.

Z biegiem lat się to zmieniło. Nowymi destynacjami wybieranymi przez emigrantów stały się: Niemcy, Anglia, Szwecja, a ostatnio nawet Islandia. O co tak naprawdę chodziło z całym tym „americam dream” i czy to tylko mrzonka?

USA jak magnes

Zawsze ciągnęło mnie do Stanów. Nie umiem wyjaśnić dlaczego. Od małego wymyślałam zabawy, w których rozmawiałam po angielsku (choć nie znałam w ogóle tego języka), bawiłam się w rozdanie Oscarów, a akcję pierwszej książki, jaką napisałam, ulokowałam w Nowym Jorku. Znajomi i rodzina śmieją się, że w zeszłym wcieleniu byłam Amerykanką i to dlatego w obecnym życiu czuję nieodparty pociąg do tego kraju. Może coś w tym jest, bo do dzisiaj słysząc amerykański akcent, przechodzą mnie przyjemne ciarki.

W 2015 roku spełniło się moje marzenie. Razem z mamą wybrałam się do Nowego Jorku razem. Ot, babski wypad za ocean, aby faktycznie przekonać się na własne oczy, co wyjątkowego jest w tym państwie i czy faktycznie uda mi się to odnaleźć. Wyobrażenie wyobrażeniem, zawsze lepiej przekonać się na własnej skórze, czy jest ono trafne. Choć początki były trudne i przez pierwsze dwa dni czułam się przytłoczona przez nowy, amerykański świat tak inny od europejskiego, już trzeciego dnia się to zmieniło. Poczułam się jak ryba w wodzie.

Później przyszły inne kroki. Zaczęłam biznes w USA. Na początku za pomocą spółki zarejestrowanej w Wyoming a później doszła do tego spółka zarejestrowana w Delaware jako lepsza opcja podatkowa.

Inność Amerykanów

Zawsze będę czuła sympatię do Amerykanów. Jak każdy naród, mają swoje przywary. Bywają aroganccy i bardzo roszczeniowi. Co zatem sprawiło, że mimo wszystko ich lubię?

Po pierwsze zaczęłam wierzyć, że w poprzednim życiu faktycznie mieszkałam w USA. Czuję się emocjonalnie związana z tym krajem i chociaż na początku wydawało mi się to głupie, a cała koncepcja reinkarnacji niedorzeczna, może jest w tym ziarnko prawdy? Ten punkt potraktujcie jednak z przymrużeniem oka.

Po drugie, mimo że wielu osobom specyficzne, amerykańskie podejście do życia w stylu: „How are you? I’m great” nie pasuje, ja stokroć bardziej wolę to, niż polskie malkontenctwo na każdym kroku. Jeśli nawet nie jest okej, mów, że jest dobrze. To też przecież w jakiś sposób wprawia człowieka w dobry nastrój.

Kolejnym elementem, który mnie urzekł, była ich pewność siebie. I nie chodzi mi tu o idącą dalej roszczeniowość, o której wspomniałam wcześniej. Amerykanie doskonale umieją zadbać o siebie, o swoje potrzeby, a co najistotniejsze znają swoją wartość. Tego uczeni są już w dzieciństwie. Gdy powiesz Amerykaninowi: „Fajne spodnie”, od razu ci podziękuje. Gdy powiesz to samo Polakowi (nie chcę tu bawić się w Polaka malkontenta, Polacy też mają swoje wspaniałe cechy), najprawdopodobniej odpowie: „Eee, kupiłem je za 10 zł w lumpeksie”.

Mam wrażenie, że wszystko u nich ma swoją podstawę w szkolnictwie. Już od najmłodszych lat Amerykanie uczeni są w szkołach, że mają prawo głosu. Mają prawo wybrać przedmioty, które ich interesują, instrument muzyczny, na którym będą grać. Jeśli dodać do tego dobrze rozwinięty w szkołach sport, cheerleading, futbol, a co za tym idzie, ciągłe współzawodnictwo, późniejsze ich zachowanie i postawa wcale nikogo nie dziwią. Warto przy tym dodać, że jednocześnie potrafią “wrzucić” na luz. I choć na co dzień bywają nerwowi (co jest związane z dwa razy już wspomnianą roszczeniowością), to gdzieś pomiędzy tym wszystkim potrafią wyluzować i powiedzieć: „chill out”.

Nie ma wątpliwości, że o „american dream” marzyło wielu ludzi, szczególnie z tych biedniejszych krajów. To w USA szukali lepszego życia i owszem, często je znajdowali. Zarabiało się całkiem dobre pieniądze. Dziś są to standardowe stawki, w pracy na czarno często do 10$ za godzinę. Trzeba też pamiętać o jednym. Dla każdego emigranta pobyt w obcym kraju jest trudny, a czasy się zmieniają.

Życie za oceanem

Pomimo że tzw. bum na Stany Zjednoczone przeminął, a wszyscy obecnie mieszkający tam emigranci mówią, że „american dream” się skończyło, ja zamieszkałabym w USA z jednego powodu. W 100% odpowiada mi amerykański styl życia — bezstresowy, spokojny, czasem nerwowy (w końcu równowaga musi być), plus wysokie poczucie własnej wartości (nie mylić z wyniosłością). Dla mnie to jest mój osobisty AMERICAN DREAM!

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*